List do M. Scholastyki Władyczko (w Rzymie) - 2

Warszawa), 29/VI 1908 r.
+ Ukochana Antosiu! (...)

Z listów Twych ostatnich widzę, że frasujesz się długim siedzeniem [w Rzymie] i kosztami jakie to za sobą pociąga; ale jakaż na to rada - każdy wie i musi być przygotowany, że podobne sprawy wymagają czasu i kosztów i wcale nas to nie dziwi; o jedno się niepokoję w najwyższym stopniu, czy przez zbytnią oszczędność nie naraziłaś Ukochana swojego zdrowia? Czyż warto było dla 2 fr. dziennie pozostawać w mieszkaniu, gdzie myszy i szczury spać nie dają - a obecnie choćbyś chciała nie możesz po całych nocach oka zmrużyć. Wyobrażam sobie jak musisz być Ukochana wyczerpaną, przypuszczamy tu szturm do Serca Jezusowego błagając o ratunek i siły dla naszej ukochanej. Proszę na wszystko przenieść się gdzie indziej; z tego co piszesz wnioskuję, że jeszcze kilka tygodni pozostaniesz na miejscu. Wiem jakie tam upały, czyż nie było jakiej lżejszej sukni sprawić - dla kilkunastu, a choćby i 100 fr. czyż warto resztę sił tracić; proszę mi szczerze napisać, czy wystarczy Ci pieniędzy - a jak nie, to ile przysłać i pod jakim adresem. [...]

Bóg sam kieruje wszystkim - a my liche narzędzie w Jego rękach. - Z góry jesteśmy przygotowane przyjąć wszelkie zmiany z poddaniem woli Bożej, niczym zbytecznie się nie troszczę - boć tyle różnorodnych krzyżyków Bóg sypnął hojną ręką; że cały czas pochłania myśl, jak je z zasługą i miłością przyjąć - a czas tak zajęty, że nawet się nie wie, kiedy dzień przejdzie. Za wszystko chciałoby się z całego serca Bogu dziękować - a że serce boli toć za to człowiek odpowiadać nie może, byle wola była silna znieść wszystko z miłości ku Bogu -

S. Maria

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz